O autorze
Aktorka filmowa, teatralna i telewizyjna. Absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie. Obecnie gra na deskach teatrów Polonia ( monodram „Matka Polka Terrorystka”) i OchTeatr („Przedstawienie świąteczne”). W telewizji możemy ją oglądać jako opiekunkę jednej z drużyn w programie „Mali Giganci” oraz w roli Doroty w serialu „Na dobre i na złe”. Na swoim koncie ma również udział w takich serialach jak m.in.: „M jak miłość”, „Wszyscy kochają Romana”, „Samo życie”, „Instynkt”, czy „Stacyjka”. Na dużym ekranie zadebiutowała w 2001 roku filmem „Kameleon” w reżyserii Jerzego Kijowskiego, zagrała również główną żeńską rolę w „Milczenie jest złotem” Ewy Pytki.
Swoje pierwsze kroki stawiała w teatrze Narodowym Gdzie w 2001 roku debiutowała u Jana Englerta w roli Anusi w spektaklu „Szkoła żon”. W 2004 roku dostała nagrodę im. Tadeusza Łomnickiego, przyznana za szczególne osiągnięcia po ukończeniu studiów.
Występowała również na deskach teatrów Komedia, Capitol, Kamienica i Buffo.
Aneta ukończyła również Liceum Muzyczne w klasie skrzypiec. Zainteresowanie muzyką zaowocowało licznymi dokonaniami i nagrodami. Zdobyła m.in. II. nagrodę na Festiwalu Piosenki Francuskiej w Lublinie, wyróżnienie na Konkursie interpretacji piosenki Agnieszki Osieckiej w Warszawie. Występowała w programie „Przebojowa noc” w TVP 1. Zaśpiewała i wystąpiła w duecie z Czesławem Mozilem w piosence „Do Laury”. Bardzo dużym sukcesem okazał się recital „niedorosłam”, z którym od 2003 roku jeździ po Polsce i rola George Sand w sztuce „Open Chopin”.
Ponad 3 lata temu aktorka wraz ze swoją przyjaciółką Agnieszką Chrzanowską założyła fundację Mamy Dzieci, która pomaga dzieciom z domów dziecka wchodzącym w dorosłość. Aneta angażuje się tez w inne działania charytatywne.
Prywatnie żona aktora Marcina Perchucia, mama czteroletniego Stasia i dziewięcioletniej Zosi i szczęśliwa posiadaczka Prozaka rasy Cavalier King Charles Spaniel.

Matka Polka Intymna. Czyli, gdzie matka może być sama?

Otóż postanowiłam podjąć trudny a nawet wstydliwy temat, znany każdej Matce, że z intymnością powinna pożegnać się co najmniej do czasu otrzymania dyplomu dojrzałości przez jej pociechy.

Te "pociechy" bowiem łażą za Matką wszędzie, wyrastają spod ziemi znienacka, kiedy na przykład idę w jedyne miejsce, jak to mówią, gdzie Król chodzi piechotą. I tylko tam, wydawałoby się, możemy być same ze swoimi myślami, z książką, z planem dnia, z organizowaniem swojego życia prywatnego, choć rzeczywistość udowadnia, że takowego w macierzyństwie NIE MA. Czyli, że, jak to mówi bohaterka mojego monodramu, o jakże bliskim mi tytule "Matka Polka Terrorystka", Justyna Babicka: "Ja nawet kupę chodzę robić z obstawą".



Tak, bo moja kupa, przepraszam za kolokwializm, ale tak, moja kupa, okazuje się, zasługuje na powszechny podziw, gdyż jej przyjściu na świat towarzyszy kilka osób. Tzn. nie tylko ja, ale także przyległości, które podczas wykonywania owej intymnej czynności mają akurat wtedy najwięcej pytań o tematyce egzystencjalnej, bo potrzebują np. natychmiastowej pomocy w rozwiązywaniu szkolnych zadań, które akurat w tym momencie nie cierpią zwłoki, (choć zaraz po wizycie w toalecie natychmiast tracą na ważności), itd. Generalnie mój moment bycia w toalecie, (to niesamowite!), jest tym szalenie ważnym momentem w życiu moich dzieci, kiedy ja, Matka, jestem potrzebna od zaraz!

Żaden argument ich nie przekona, żaden trick aktorski, ćwiczony przez lata nie zadziała, po prostu problem nie cierpi czekać i już. Więc z rezygnacją (oszczędzę szczegółów) prowadzę ważną, acz uroczą konwersację z przekrzykującym się nowym pokoleniem, które na własne życzenie powiłam, i daję za wygraną. Ale nie, że nie ma plusów, plusy są. Dzięki temu moje dzieci wiedzą np., że stolicą Turcji jest Ankara, że orkisz to odmiana pszenicy, że frekwencja podczas ostatnich wyborów wiele pozostawia do życzenia, że cała nuta dzieli się, na półnuty, ćwiartki, szesnastki i Bóg wie, co jeszcze, generalnie moje dzieci są dużo bogatsze w wiedzę niż przed moją wizytą w toalecie, w dodatku są zaspokojone emocjonalnie.

Jeśli nie zaczynają się podczas toaletowych czynności zapamiętale kłócić, uważam, że i tak wspólnie osiągnęliśmy sukces. Moje nadszarpnięte nerwy (o Godności nie wspominając) zawijam w papier toaletowy, i Adios Amigos!

Kolejna sytuacja, gdzie z intymnością należy się pożegnać (tudzież kombinować jak koń pod górkę, żeby wyjść na swoje), to nawet nie są rozmowy z przyjaciółką (te odkładam na Noc Świętą, albo na Święty Nigdy), i nawet nie są to ważne rozmowy zawodowe (te resztką sił można "na szybko" przeprowadzić we wspomnianej wcześniej toalecie, trzymając jedną ręką klamkę - żeby obronić się przed inwazją barbarzyńców, a drugą wyciągać jak najdalej od drzwi, trzymając w niej telefon i koniecznie głośno krzycząc), nawet nie to. Tym, co jeszcze resztką sił próbujemy utrzymać przy życiu jest seks.

Wiemy już, że zmęczeni po pracy spotkamy się w domu i to nie będą wczasy pod gruszą. Mamy świadomość, że za chwilę usłyszymy dziesiątki powodów, dlaczego nasze dzieci nie mogą zasnąć, bo siku, bo światło, bo akurat głód, pragnienie, przytulenie, bo właśnie, a tak, a, Mamo przypomniało mi się, że jeszcze praca z przyrody, ot, takie tam ważne powody. Wiemy, że to nie jest podłoże do dobrego czasu spędzonego w towarzystwie, "Just a two of us", (taki sentymentalny kawałek), więc kładziemy się grzecznie, coby przeczytać ostatnią bajeczkę, zmyślić psychologiczną historyjeczkę, ku pokrzepieniu maleńkich serduszek i paść nieprzytomnie, bo rano trzeba wstać, rano to jest....

Cała nadzieja w tym, że rano po odwiezieniu naszych cudowności do placówek mamy np. tylko spektakl. I w cichości czterech ścian, podbijemy świat, czyli ugotujemy zupę, zrobimy pranie, uzupełnimy braki w spiżarce i odrobimy nasze lekcje życia. Bo jak mówi Justyna Babicka: "Mogę zrobić pranie ręczne, zupę, koktajl Mołotowa, mnie się nawet udaje namówić męża na seks zanim zaśnie, naprawdę wszystko da się zrobić".

Idąc za jej słowami, drogie Panie, ale też Panowie, słuchając własnej intuicji, a niekoniecznie może kierując się ślepo przesłaniem niektórych, nie do końca trafionych kampanii społecznych, wszystko da się zrobić. Słuchajmy własnego sumienia, intuicji i rzeczywiście: Wszystko da się zrobić... Czasami tylko poczucie humoru może nas uratować.
Trwa ładowanie komentarzy...